W sobotę 14 kwietnia 2012 roku ulicami Rzeszowa przeszedł marsz pod hasłem STOP LAICYZACJI! Jego celem było ukazanie jedności katolików wobec narastającej fali antyklerykalizmu, ataków na Kościół oraz na J.E. Arcybiskupa Józefa Michalika, Przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. Hasła na transparentach dotyczyły również ochrony życia nienarodzonych, sprzeciwu wobec procedurom in vitro, ochrony godności małżeństwa. Upominano się o należne prawa dla katolickiej Telewizji Trwam. Oficjalne media mówią o pięciu tysiącach uczestników. Naszym zdaniem było mas nawet więcej. Olbrzymie tłumy przybyły dziś do kościoła oo. Bernardynów, by najpierw wysłuchać Mszy św., a potem przejść ulicami Rzeszowa. W kazaniu ks. prałat Stanisław Mac mówił o związkach życia narodowego i państwowego naszego kraju z Kościołem. Wskazywał, iż nauczanie i praca Kościoła od ponad tysiąca lat miały tylko korzystny wpływ, a nieraz wręcz pozostawały ostatnią nadzieją ratunku. Za to wszystko katolików i Kościół dziś spotykają przeróżne ataki. Od godzenia w materialne podstawy funkcjonowania po ubliżanie hierarchom. W pochodzie dominowały hasła odwołujące się do tych właśnie spraw. Transparenty mówiły również o najważniejszych problemach moralnych takich jak ochrona życia nienarodzonych, sprzeciw wobec barbarzyńskich procedur in vitro, konieczność ochrony rodziny. Wiele było także herbów i nazw miejscowości, które wskazywały, skąd przybyli uczestnicy. Bardzo często mieszkańcom różnych części naszego regionu towarzyszyli lokalni samorządowcy. Marsz odbywał się w atmosferze powagi i spokoju. Uczestnicy śpiewali pieśni maryjne, hymn Akcji Katolickiej. Udało się uniknąć upartyjnienia. Obok siebie maszerowali przedstawiciele różnych partii politycznych. Zdaniem organizatorów to bardzo ważne, że w coraz bardziej skłóconej Polsce troska o Kościół, przypomnienie, że przede wszystkim wszyscy jesteśmy katolikami, umożliwia współpracę i pozwala ujrzeć problemy w odpowiedniej hierarchii. Po dojściu na rynek przedstawiciele wszystkich organizacji przygotowujących marsz podpisali specjalny list o Ojca Świętego Benedykta XVI. Jest on deklaracją wierności nauczaniu Papieża, niezbędnej wobec laickich trendów przetaczających się po kontynencie. Na zakończenie uroczyście odśpiewano „Boże coś Polskę”. List przedstawiciele organizatorów Marszu do Ojca Świętego Benedykta XVI: Rzeszów, 14 kwietnia 2012 roku Jego Świątobliwość Ojciec Święty Benedykt XVI Wasza Świątobliwość od początku swego pontyfikatu podkreśla niepokojący duchowo i cywilizacyjnie wymiar tego, co dzieje się z Europą. Także nasz naród usłyszał od Waszej Świętobliwości jasne wskazanie: „Proszę was, abyście pozostawali wiernymi strażnikami chrześcijańskiego depozytu, byście go strzegli i przekazywali następnym pokoleniom”. Procesy laicyzacyjne, które przetoczyły się przez cały kontynent, dziś docierają również do naszego kraju. Widoczna jest walka z Kościołem i jego nauczaniem, będącym fundamentem cywilizacyjnym Europy. Uderza się w naszych pasterzy, co jest wymownym znakiem dążenia, by rozproszyły się owce. Dziś pod hasłem „STOP LAICYZACJI!” przemaszerowaliśmy ulicami Rzeszowa, by dać wyraz przywiązaniu do Waszej Świątobliwości, podkreślić solidarność z naszym pasterzem, Arcybiskupem Józefem Michalikiem, który w tych dniach był publicznie niegodziwie atakowany. Protestowaliśmy przeciw dyskryminacji katolickich mediów. Apelowaliśmy o to, by prawo w naszym kraju czyniło zadość wymogom moralnym odnośnie do ochrony życia nienarodzonych, godności małżeństwa, spraw bioetycznych. Zapewniając o modlitwie we wszystkich intencjach Waszej Świątobliwości, bardzo prosimy o włączenie w nie pamięć o naszej Ojczyźnie, która stanęła na progu wielkiej duchowej próby.
Więcej informacji na stronie STOPLAICYZACJI.pl
|
|||
|
|||
„Należy również częściej niż dotychczas uaktywnić naszą obecność na poziomie wszystkich samorządów. Tu bowiem ujawniają się najwcześniej wszelkie patologie wynikające ze świadomych działań rządu Tuska” - napisał w swoim liście do działaczy PiS Jarosław Kaczyński. Stanisław Ożóg mógłby wyjaśnić, jak to jest, że w Rzeszowie realizuje tę instrukcję Prezesa, podejmując współpracę właśnie z tą “złą” Platformą Obywatelską? Czy “centrala” wie, że szef klubu radnych PiS w Rzeszowie własną piersią broni stołka Andrzeja Deca, przewodniczącego Rady Miasta z Platformy? Namiestnika Prezesa na Podkarpacie Tomasza Porębę warto by zapytać, czy Stanisław Ożóg na pewno jest dalej kandydatem do sprawowania funkcji szefa PiS w okręgu nr 23? Wszak pod jego czujnym okiem miejscy radni współdziałają z PO aż miło. Być może najbliższe dni przyniosą odpowiedź na to pytanie.
|
|||
Znany polityk i publicysta Janusz Korwin-Mikke został przez nas zaproszony do skorzystania z buc-pasa w Rzeszowie. Aby pokazać absurdalność tego „drogowego malowidła”, jechaliśmy „buc-pasem” zgodnie ze zdrowym rozsądkiem, ignorując nieprawidłowe znaki drogowe.
|
|||
Życie medialne skoncentrowało się mocno wokół problemu emerytur. Prawica Podkarpacka nie jest ugrupowaniem parlamentarnym i nikt nas do takich rozmów nie dopuszcza. Mamy małą prośbę do dziennikarzy - zadajcie politykom tzw. prawicy w naszym imieniu kilka pytań.
Drugą możliwością jest powiedzenie Polakom prawdy: wysokich emerytur nie będzie. Możecie liczyć na świadczenie w wysokości socjalnej, jeżeli chcecie na starość dysponować większymi środkami, musicie o to zadbać sami. Za to nie będziemy dłużej łupić was radykalnie z bieżących dochodów. Dla młodych ludzi nie jest to żadna nowina - oni i tak powszechnie podejrzewają, że żadnych emerytur nie będzie. Obecni emeryci też w dużej części wcale nie mają wysokich świadczeń. Nasi mądrale z PiS kategorycznie negują pierwszą możliwość - zmniejszenie liczby emerytów. Jednocześnie nie chcą powiedzieć Polakom prawdy, że w takim razie konieczne jest drugie rozwiązanie. My byśmy to nawet rozumieli, bo przez ponad dekadę był czas przywyknąć do tego, iż PiS zajmuje się pieniactwem, a nie głoszeniem konkretnych postulatów. Nie dziwi nas również, że mało ich obchodzi to, czego potrzebuje Polska, żeby przetrwać. W najbardziej dosłownym, biologicznym sensie. Co to za Polska bez Polaków. Nie rozumiemy tylko jednego. Czy mistrzowie z PiS nie widzą, że powiedzenie prawdy o tym, że Polski nie stać na wysokie emerytury jest po prostu w ich interesie politycznym? Czy emeryci głosujący na PiS to akurat ci, którzy w czasach PRL nabyli wysokich świadczeń? A może młodzi pracujący na umowach śmieciowych liczą na wysokie emerytury? Czy w ogóle wśród młodszych Polaków jest jeszcze ktoś tak naiwny, by liczyć na emerytury? Natomiast brak konkretnego stanowiska w sprawie emerytur i jedynie oportunistyczne negowanie pomysłów Donalda Tuska sprawia, że partia Jarosława Kaczyńskiego jest postrzegana jako nieinicjatywna, mało atrakcyjna jako alternatywa dla przejęcia władzy po pikującym ewidentnie rządzie Donalda Tuska. To jest właśnie nasza prośba do dziennikarzy. Spróbujcie się dowiedzieć, co ci dziwni ludzie z PiS właściwie kombinują. A może po prostu nie zależy im nawet na własnym interesie politykierskim? Bycie kilkunastoprocentową opozycją w pełni ich urządza, całe zaś PiS jest jedynie systemem emerytalnym Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższego grona? Fakt, systemu emerytalnego w postaci dotacji partyjnej dla wszystkich Polaków nie starczy. To by tłumaczyło, czemu nie proponują tego rozwiązania jako powszechnego.
|
|||
Wysłuchaliśmy debaty podczas posiedzenia Rady Miasta na temat programu transportowego. Jest zaskoczenie. Wczoraj byliśmy jeszcze przekonani, że w całym tym programie chodzi tylko o to, by nagonić klienta dla spółki miejskiej w postaci MPK. Innymi słowy, jak za starych dobrych lat władza ma prawo dokonywać wszelkich manipulacji z zakresu technologii społecznej i np. decydować za ludzi, czy mają jeździć miejskimi autobusami, czy prywatnymi samochodami. Jeszcze innymi słowy, to nie MPK jest po to, żeby wozić mieszkańców, tylko mieszkańcy są po to, żeby jeździć MPK i płacić za bilety. Ten czynnik jest niewątpliwie ważny. Z wypowiedzi przedstawicieli krakowskiej firmy, która stworzyła program transportowych i włodarzy naszego miasta wynika jednak, że to faktycznie zasady unijne wymuszają zabiegi technologii społecznej, że jeździć mamy autobusami, a nie samochodami. To nawet pasuje. Unia chce prostować krzywe ogórki, to może też mieć ambicje, żeby decydować czym mamy jeździć. Będziemy to jeszcze sprawdzać, ale oczywiście, jeżeli ta wersja się potwierdzi, trzeba będzie oddać honor Maciejowi Chłodnickiemu, iż już dawno próbował ostrzegać mieszkańców przed planami władzy. Dowiedzieliśmy rzeczy wręcz przerażającej. Jeżeli realizacja programu nie będzie przynosiła wystarczających dla unijnych urzędników efektów w zmuszaniu mieszkańców do jeżdżenia autobusami... zostanie zamknięta dla samochodów osobowych ul. Piłsudskiego. Zniknęły też opowieści o miejskich kolejkach. Jerzy Jęczemionka z PiS próbował jeszcze o nie walczyć. Krakowski ekspert był bezwzględny i ocenił tę koncepcję jako absurdalną. Prezydent wysłuchał tych opinii z kamienną twarzą. To trochę dziwne biorąc pod uwagę, jak mocno takie rozwiązania jeszcze niedawno zachwalał. Jak zwykle całkowicie zawiodła PiS-owska opozycja. W swym wystąpieniu Robert Kultys powiedział, że co do zasady nie jest przeciw buspasom, Jerzy Cypryś swoją wypowiedz, zaczął od chwalenia profesjonalizmu krakowskich autorów projektu. W każdym słowie wypowiedzi czuć było raczej lęk, żeby Tadeusz Ferenc nie zarzucił im, że nie są konstruktywni, niż troska o to, by obronić mieszkańców przed utopijnymi koncepcjami obecnej władzy. W efekcie nikt nie głosował przeciw nieszczęsnemu programowi transportowemu. Radni PiS się wstrzymali. Jest to tym bardziej zastanawiające, iż wydawało się, że Jarosław Kaczyński po tym, jak promował traktat lizboński, teraz odnosi się krytycznie do rozszerzania kompetencji unijnych i wsadzania przez urzędników we wszelkie sprawy. Co jak co, ale wpływanie na to, czy mieszkańcy Rzeszowa jeżdżą samochodami, czy autobusami, to ingerencja bardzo daleko posunięta. Lokalni radni PiS chyba nie zauważyli tej zmiany i nadal do totalitarnych zapędów urzędniczych odnoszą się ze zrozumieniem. Pewnie faktycznie łatwiej walczyć z totalitaryzmem czasów stanu wojennego urządzając marsze, niż z realnymi działaniami dziś.
|
|||
Użyjemy wszelkich możliwych środków, by uratować miasto przed szalonym pomysłem wprowadzenia buspasów na głównych ulicach. Zrobimy wszystko, co możliwe, by nie dopuścić do paraliżu ruchu. Skierowaliśmy pismo do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Władze miasta wcale nie kryją, że celem wprowadzenia buspasów nie jest umożliwienie mieszkańcom szybkiego i komfortowego przemieszczania się po Rzeszowie, ale zmuszenie ich do korzystania z usług komunikacji miejskiej. Tak się jednak składa, że spółka MPK jest w całości własnością miasta. Tłumacząc z polskiego na nasze, władze miasta chcą zmusić mieszkańców do jeżdżenia autobusem, a więc zapewnić kokosowe dochody swojej spółce. Ogranicza się ruch, by ściągać z ludzi pieniądze za bilety, których obecnie nikt nie kupi ze względu na jakość i cenę świadczonych przez miejską spółkę usług. Gdy Miasto nie chciało się jeszcze przyznać, że chodzi o proceder zdzierania z ludzi pieniędzy, rzecznik prasowy prezydenta w jednej z wypowiedzi prasowych wyjaśnił, że buspasy trzeba wprowadzić, bo Unia każe. Dopytywaliśmy w specjalnym piśmie, na czym niby ten przymus ma polegać. Nigdy nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Wobec tego zapytaliśmy Ministerstwo Rozwoju Regionalnego i Państwową Agencję Rozwoju Przemysłu /która pilotuje tzw. program transportowy/, czy faktycznie jest coś na rzeczy. Mamy jednak niejasne przeczucia, jakie będą odpowiedzi. Wtedy sprawa będzie już chyba całkiem jasna. Władze gotowe są zablokować ruch w wojewódzkim mieście po to, żeby wcisnąć ludziom kilka biletów.
Ireneusz Dzieszko Wiesław Walat
|
|||
Niewiele ponad dwa miesiące od wyborów parlamentarnych, w których przegrał rywalizację z Kazimierzem Jaworskim o fotel senatora RP, pojawiły się informacje, iż Tadeusz Ferenc obecny prezydent Rzeszowa zabiega o stanowisko wojewody podkarpackiego. W czym kryje się tajemnica tak intensywnej chęci zmiany stanowiska? Przed czym on ucieka? Odpowiedź na to pytanie prawdopodobnie nie kryje się w zdrowiu czy wieku obecnego prezydenta Rzeszowa, albowiem gdy Tadeusz Ferenc kandydował w ostatnich wyborach samorządowych był już po siedemdziesiątce i w pełni zdawał sobie sprawę ze swojego wieku oraz stanu zdrowia. Mimo to podjął intensywne zabiegi, by po raz trzeci zostać prezydentem miasta. Według stanu na koniec września 2011 roku miasto zadłużone jest na kwotę przekraczającą 339 milionów zł (w tym ponad 66 milionów zł stanowią odsetki), z czego 159 milionów zł będzie musiało zwrócić do końca 2014 roku. Powyższe kalkulacje nie obejmują planowanych pożyczek na 300 milionów zł z Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz wypuszczania kolejnych obligacji na kwotę 50 milionów zł. Co zastawił prezydent? W okresie obecnej kadencji, Tadeusz Ferenc ma dokonać spłaty prawie 120 milionów zł. To dużo zważywszy tłoczące się inwestycje. Tylko te nieodzowne związane z infrastrukturą drogową przekraczają kilkaset milionów. Dla Ferenca priorytetem jest tymczasem fontanna multimedialna. Fakt może ona stanowić pomnik „wielkości” i rozrzutności włodarza ale nic poza tym. Mimo usilnych próśb Prawicy Podkarpackiej nie udało się uzyskać odpowiedzi od prezydenta, jakie składniki majątku gminnego stanowią zastaw dotychczasowych obligacji miejskich. Istnieje duża doza prawdopodobieństwa, iż zastaw ten stanowią nieruchomości miejskie, kamienice a także sam budynek Ratusza. Miasto bowiem nie jest w stanie zastawić dróg czy sieci kanalizacyjnej. Musi zatem ograniczyć się do nieruchomości czy środków komunikacji miejskiej. - Ponawiam pytanie ale tym razem publicznie. Co jest zastawem obligacji miejskich, zapytuje Wiesław Walat, rzeszowski animator „Solidarnej Polski”, były wiceprezydent miasta w latach 1999 – 2002. – Chcę to wiedzieć świadoma część społeczeństwa, bo może się okazać, że niebawem miasto utraci część dorobku wielu pokoleń – dodaje. Tadeusz Ferenc chce być wielkim budowniczym Rzeszowa. Problem polega na tym, że robi to kosztem lat kolejnych. Jego kolorowe rabatki i pomalowane elewacje budynków, pomniczki i fontanny sprawią, że mieszkańcy ugrzęzną w korkach komunikacyjnych, a miasta nie będzie stać na budowę nowych dróg, albowiem będzie zajęte spłacaniem długów wielkiego budowniczego Tadeusza Ferenca.
|
|||
Ponoć jeden wysoki urzędnik podległy Tadeuszowi Ferencowi wyleciał z pracy bo twierdził, że inwestycji nie da się zrealizować w czasie dostatecznie krótkim, by prezydent był zadowolony. Wydaje się, że miłościwie nam panujący jeszcze podkręcił standardy. Urzędnicy drżyjcie. Teraz, by utrzymać się na stołku, będziecie musieli budować, cofając się w czasie. Gdy specyfikacji istotnych warunków zamówienia wyczytaliśmy, że skatepark ma być wybudowany w maju 2011 roku, chociaż przetarg został ogłoszony w tych dniach, pomyśleliśmy, że to pomyłka i tak naprawdę chodzi o wiosnę roku przyszłego. Ale nie! W specjalnej procedurze zmiany terminu, która wymaga wypełnienia kwitów, stosownych publicznych ogłoszeń termin zmieniono na... kwiecień 2011 roku. Być może po prostu Urząd Miasta wszedł w posiadanie wehikułu czasu. To by było jakieś wyjaśnienie. Trudno wymyślić natomiast jakiekolwiek wytłumaczenie dla innego fenomenu związanego z tym przetargiem. Przygotowany przez miasto projekt skateparku nie podobał się jego przyszłym użytkownikom. No to projekt poprawiono. Jednakże przetarg ogłoszono na wykonanie pierwotnej wersji. Gdyby specyfikację w tym zakresie zmieniono, nie świadczyłoby to nawet o tym, że Urząd ma wehikuł czasu. Co najwyżej, że jest bałagan.
|
|||
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- następna ›
- ostatnia »
Wszystkim, których interesuje wątek powiązań, dobrowolnie wskażemy dużo skuteczniejszy klucz. Ważne jest nie to, z kim jesteśmy związani, ale z kim łączy nas relacja dokładnie przeciwna. Staramy się być totalnie niezwiązani z PiSem. PiS to ludzie, którzy podając się za prawicę, okupują tę część sceny politycznej. Ich celem jest pacyfikowanie aktywności wyborców o poglądach katolicko-konserwatywnych. Znakomicie widać to na Podkarpaciu. Szefem totalnie bezwolnych struktur jest Stanisław Ożóg. Aktywność polityczna sprowadza się do akceptowania kolejnych totumfackich Jarosława Kaczyńskiego, których w nieskończonej dobroci przysyła on do naszego regionu, aby łatwo mogli sobie zdobyć mandat. Potem aktywności tych znakomitych nominatów specjalnie nie widać. Najbardziej spektakularnym objawem działań lokalnego PiSu są plagiatorsko-spamerskie praktyki Andrzeja Szlachty. Po naszej interwencji, w obecnej kadencji, poseł zaniechał swoich niecnych praktyk - co spowodowało, że podkarpackiego PiS już w ogóle nie widać. Na tym tle senator Kazimierz Jaworski, odkąd odszedł z tego nieszczęsnego PiS, podoba nam się dużo bardziej. Jest nadzieja, że w końcu ktoś zacznie podejmować realne działania. Świetnie, że Senator doprowadził do złożenia projektu ustawy ws. zwolnienia od opłat za przejazd rzeszowskim odcinkiem autostrady. Nie da się ukryć, od dawna postulowaliśmy, że coś trzeba z tym zrobić, bo Rzeszów jako jedyne miasto wojewódzkie na trasie autostrady A4 nie był zwolniony od tych opłat, co było jawną dyskryminacją. Obiecywał Ferenc, nadymał się Rynasiewicz, mizdrzyła Łukacijewska, a Jaworski “wziął się” i zrobił. Cierpliwie czekamy na dalsze wyniki dzienniarskiego śledztwa ws naszych powiązań ;-)
|
|||
Rzeszów, 10.02.2012 r. Pani Małgorzata Chomycz Bardzo ważnym dla Miasta Rzeszowa jest kwestia otrzymania kilkuset milionów złotych w ramach tzw. programu transportowego. Niestety, władze Miasta prowadzą działania w tej dziedzinie w sposób bardzo nieroztropny, przekraczając kolejne terminy, przedstawiając nierealistyczne koncepcje. Istotnym założeniem programu transportowego jest wzmocnienie komunikacji publicznej. Jednocześnie jednak Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc doprowadził do sytuacji drastycznego ograniczenia możliwości zakupu biletów. Należy się obawiać, iż takie działanie może zostać dostrzeżone przez różne instytucje oceniające i przyczynić się do zniweczenia szans na otrzymanie dofinansowania w ramach programu transportowego. Wszak Miasto Rzeszów - głosząc potrzebę poprawy stanu transportu publicznego i aplikując na tej podstawie o środki finansowe - realnie doprowadza do eliminowania tego rodzaju komunikacji. Jaką wiarygodność ma “stolica innowacji”, która chce obszarowo sterować ruchem drogowym, a nie potrafi zorganizować sprawnej dystrybucji biletów komunikacji miejskiej? Zwracamy się do Pani Wojewody jako do organu nadzorczego o podjęcie stosownych działań. Utrata programu transportowego byłaby niepowetowaną stratą dla Miasta. W szczególności prosimy o skontrolowanie zgodności z prawem podjętych ostatnio działań skutkujących faktycznym zablokowaniem sprzedaży biletów. W dniu 30 grudnia 2011 roku Prezydent Miasta Rzeszowa podpisał zarządzenie nr VI/411/2011 w sprawie ustalenia upustów cenowych dla hurtowej sprzedaży biletów normalnych i ulgowych, etc /zał. 1/. Jako podstawę prawną wydania zarządzenia podano art. 7 ust. 1 pkt 4 oraz art. 41 ust. 2-4 ustawy z dnia 8 marca 1990 roku o samorządzie gminnym. Spowodowało ono takie warunki ekonomiczne sprzedaży biletów, że stało się to całkowicie nieopłacalnym i doprowadziło do zaniechania sprzedaży biletów przez właścicieli kiosków. Wątpliwości budzi legalność działań Prezydenta. W omawianym zarządzeniu nie podano podstawy materialnej. Zadawszy pytanie w trybie ustawy o informacji publicznej /zał. 2/, otrzymaliśmy odpowiedź, iż jest nią art. 4 ustawy z dnia 20 grudnia 1996 roku o gospodarce komunalnej /kopia pisma w zał. 3/. Być może wchodziłyby w grę przepisy art. 8 ustawy z dnia 5 lipca 2001 roku o cenach. Nie zmienia to jednak faktu, że w obydwu ustawach wydawanie stosownych aktów prawnych jest uprawnieniem rady - o czym wprost mówią powoływane przepisy. Nie doprowadzono również do wypełnienia procedur, o których mowa w art. 41 ust. 3 ustawy o samorządzie gminnym. Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdy władza wykonawcza przy wątpliwej podstawie prawnej usiłuje zawłaszczyć kompetencje organu stanowiącego przy jego całkowitej bierności. Co jest całkiem szokującym, walki o interesy mieszkańców nie podejmuje nawet opozycyjna, PiS-owska część Rady Miasta. W tej sytuacji jedyną nadzieją dla mieszkańców Rzeszowa jest stosowna interwencja organów nadzoru.
|
|||
czyli Tadeusza Ferenca sen o potędze
Klasyczny przykład, jak z praktyki PRL-owskich kacyków, którzy też przez parę dekad wmawiali Polakom, że herbata od mieszania robi się słodka. Obiecujemy jednym pieniądze drugich i na odwrót. Oto istota socjalizmu. Znając pochodzenie polityczne i drogę zawodową Tadeusza Ferenca nawet trudno się dziwić, że sprzedaje on mieszkańcom Rzeszowa wciąż tę samą, niezbyt świeżą potrawę. Analogia z czasami “komuny” jest pełna. Drugi instrument sprawowania władzy to zadłużanie. Tak jak za Gierka. Doraźnie rzucić na rynek trochę lepszej czekolady i soku z pomarańczy i uciszyć gawiedź za kredyty. To samo robi Tadeusz Ferenc. Zadłużenie miasta gwałtownie rośnie, a nie bardzo widać, co powstało za przejedzone pieniądze. Gdy nie było już nikogo, kto wierzyłby, że władza “ludowa” chce dobrze, następowała faza strajkowania. To właśnie uczynili na czwartkowej sesji radni, wychodząc z posiedzenia na znak protestu przeciw kolejnej próbie mamienia wszystkich wielkością Rzeszowa miarą przyłączenia Malawy. Jak w PRL-u sukces narodu mierzono ilością wydobytych ton węgla, tak wielkość Rzeszowa w opinii Tadeusza Ferenca jest wprost proporcjonalna do ilości gruntów rolnych, które wejdą w skład „metropolii”. A wokół syberyjskie mrozy i tylko biletów w kioskach brak...
|
|||
W piątek 13 stycznia redaktor Artur Gernand, na łamach rzeszowskiego dodatku do Gazety Wyborczej, opisał patologiczną sytuację związaną z hurtową sprzedażą biletów MPK w Rzeszowie. Okazuje się bowiem, że właścicielom kiosków nie będzie opłacało się sprzedawać biletów, gdy mogą liczyć na upust 5 procentowy jedynie przy zakupie przewyższającym kwotę tysiąca zł. Właściciele kiosków uważają, że nie są w stanie w ciągu całego miesiąca sprzedać takiej ilości biletów, a nie mają na tyle pieniędzy, by zamrozić je w biletach kupionych na kilka miesięcy do przodu. Za tak niekorzystny stan rzeczy, dla wszystkich mieszkańców Rzeszowa, autor publikacji wini Zarząd Transportu Miejskiego, który w ten sposób utrudnia mieszkańcom korzystanie z miejskiego transportu publicznego. Winę za tak dziwaczne postawienie sprawy wziął na siebie Łukasz Dziągwa, szef Zarządu Transportu Miejskiego, tłumacząc przy okazji, że problemu nie ma, bo w większości miast jest podobnie. Przypomnijmy zatem, że w założeniach do programu transportowego, jego twórcy chcą utrudnić poruszanie się samochodami osobowymi, by więcej osób korzystało z transportu publicznego. Jednocześnie utrudnia się korzystanie z transportu publicznego poprzez to, że dziwnymi pociągnięciami zniechęca się kioskarzy do sprzedaży biletów MPK, a co za tym idzie - ogranicza się punkty sprzedaży biletów.
|
|||
Zwykłych ludzi trzeba chronić przed niekompetentnymi urzędnikami! W Polsce cały czas dominuje pogląd, iż urzędnicy posiadają bezgraniczną władzę nad naszym życiem. Gdy któryś z aparatczyków PO, PiS czy SLD dostanie dobry stołek, zwykli ludzie mają mu się kłaniać w pas, boją się o własną przyszłość. Wszak urzędnik wysokiego szczebla może zrobić z nami co zechce. Taki sposób myślenia zakorzeniony jest jeszcze bardziej w instytucjach województwa podkarpackiego. Gdy mieszkańcy są uzależnieni od łaskawych panów rozdających unijne pieniądze, czy decydujących komu dać pozwolenie czy zapomogę, większość kolan ugina się w strachu.
|
|||
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- …
- następna ›
- ostatnia »





Z powodów finansowych nie da się utrzymać obecnego systemu. Można zrobić tylko dwie rzeczy. Zmniejszyć ilość emerytów albo zmniejszyć świadczenie. Donald Tusk proponuje to pierwsze, bo do tego sprowadza się postulat podwyższenia wieku emerytalnego. To nie daje jednak nic, jeżeli chodzi o rozwiązanie problemów, jakie powoduje system wysokich składek. Państwo zabiera pracującym młodym ludziom dużą część pieniędzy w postaci składki emerytalnej i nie mają oni ekonomicznej odwagi zakładać rodzin. Powstaje błędne koło. Mała ilość dzieci jest zapowiedzią bankructwa systemu emerytalnego, polskie rodziny boją się posiadania potomstwa, bo są ekonomicznie łupione przez państwo. Polki za granicą rodzą więcej dzieci niż te w kraju.
Urzędników Ferenca podróże w czasie.
Biletowego horroru ciąg dalszy. Pomimo nieznacznego wzrostu temperatur, nie przybyło od tego biletów w kioskach. Niektórzy liczą na pojawienie się biletów wraz z pierwszymi przebiśniegami - my jednak nie będziemy czekać z założonymi rękami i dlatego wysyłamy kolejne pismo do Pani Wojewody.
Metoda działała dotąd świetnie. Dotychczasowym mieszkańcom Rzeszowa mówiło się, że przyłączenie kolejnego terytorium spowoduje zwiększenie budżetu miasta. Czytaj: przyłączymy wioski, żeby ściągnąć ich kasę i wybudować coś w centrum miasta. Dla przyłączanych przedstawiano argumentację dokładnie odwrotną: jak przyjdziecie do Rzeszowa, zwiększymy u was nakłady na inwestycje - zbudujemy chodniki, kanalizację. Innymi słowy, pieniądze z Rzeszowa skierujemy do waszej wsi.
RZESZÓW. W kioskach brakuje biletów MPK. Ludzie nie wiedzą gdzie je kupić, a winny temu jest Tadeusz Ferenc, który 30 grudnia wydał zarządzenie dotyczące hurtowych cen sprzedaży biletów MPK. Zarządzenie, wydane zostało z rażącym nagięciem ustawy ustrojowej, bez realnej podstawy prawnej. Uniemożliwił też zajęcie się tym tematem Radzie Miasta, a ta ma to zadanie w zakresie swoich kompetencji.